07 marca 2005

# 90

Jakas plaga spotkań z dziewuchami z liceum. Ani blisko nie byłyśmy, ani być nie chciałyśmy, a tu nagle - spotkajmy się, co słychać, łał i piski i ochy achy. A mi to do szczęścia potrzebne nie jest. Jakoś się zupełnie odcięłam od tamtych czasów, dla mnie liceum było strasznie dawno, może przez pracę, a może po prostu - wyrosłam z tamtych żartów, nie kumam już tych ludzi, ale też nie tęsknię za nimi, a już na pewno nie chcę się z nimi widzieć.
Jednej napisałam maila, że nie mam z kim zostawić dzieci, a na Żuża liczyć nie mogę, bo wraca do domu nachlany jak świnia. Druga wzięła mnie z zaskoczenia dzisiaj, godzina prawie 8 rano, ja nieprzytomna, a ta do mnie nawija i nawija, mi zimno, spać się chce, marzę o gorącej herbacie i żeby już skończyła gadać. Dałam jej nieco zmodyfikowany numer na komórkę, więc chyba ze spotkania nici. Oh well...

Brak komentarzy: